UWAGA!Test przygotowany dla
iWoman.pl. Przedruk całości możliwy jest jedynie po uzyskaniu zgody redakcji
iWoman.pl.
Pierwsze wrażenie
Na testy osławionej Omni, niedoszłego pogromcy iPhona miałem bardzo mało czasu, więc bardziej będzie to obszerna recencja, niż test z prawdziwego zdarzenia, ale do rzeczy.
Pierwszy, organoleptyczny kontakt z żywą Omnią przynosi pozytywne wrażenia. Telefon - lub, jak kto woli - smartfon - wygląda elegancko, dobrze leży w ręku, nie jest przesadnie ciężki, ani podejrzanie lekki. Ogromny wyświetlacz, obudowa solidna: nie trzeszczy, nie fruwa nic w środku... Tylko dlaczego na smyczy dynda ten nieszczęsny rysik? I to jeszcze teleskopowy?
Kompletnie nie budzi zaufania zamocowanie go na sznureczku, przyczepionym do obudowy. Co prawda, nawet w razie turbulencji w kieszeni i ewentualnym zgubieniu tego zacnego akcesorium, można jakoś żyć (zawsze można używac wykałaczki), ale jednak na dzień dobry Samsung serwuje nam sytuację stresogenną. Osobiście nie lubię też samsungowych zaślepek na porty.
Mam zawsze wrażenie, że za chwilę się urwą. Choć praktyka pokazuje, że wrażenie jest niesłuszne - w zabytkowym X660, który dziś służy za redakcyjnego królika doświadczalnego zaślepka do gniazda ładowarki przeżyła dwa lata.
Pierwsze kroki
Dość dywagacji, pora się przekonać, co ta maszynka potrafi. Pierwsza rzecz to rzut oka w instrukcję. I od razu zgrzyt. Samsung chyba wyszedł z założenia, że Polacy to naród empiryczny i do wszystkiego lubi dochodzić metodą prób i błędów. Ewentualnie ma nas za miłośników for internetowych i Google, gdzie przecież wszystko można znaleźć... Kolejny raz bowiem producent nie wysilił się zupełnie w przygotowaniu polskiej instrukcji...
Druga sprawa to pokrywa baterii. Na tym etapie pryska - przynajmniej w części - mit o solidnej obudowie. O ile otwarcie Omni to sprawa banalna, o tyle pierwsze zamknięcie może wywołać pot na czole. Obiektyw aparatu zahacza o pokrywę w trakcie zamykania. Można się początkowo zaniepokoić, kto w tej walce ma większe szanse.
Niech nie zwiodą Was też pozory, że karty SIM i microSD można włożyć bez wyjmowania baterii! Porty są tak umiejscowione, że przyszło mi do głowy spróbować.
Karta pre-paid, prawie zużyta... ryzyk-fizyk. Fizyk by ją połamał. Z microSD już nie próbowałem. Dużo prościej wyjąć baterię. Gorzej, że przy wymianie karty SD oznacza to konieczność wyłączania telefonu. Ale to już kolejny telefon Samsunga, który serwuje mi taki delikatny prztyczek.
Funkcjonalność
Omnia uruchamia się poooowooooli. Ale kto miał w życiu Windowsa, tego dziwić to nie powinno. Na pokładzie i900 jest bowiem Windows Mobile 6.1. Kiedy już odczekamy swoje, pojawia się całkiem sympatyczny interfejs. Duża tutaj zaleta 3,2-calowego ekranu. Obraz jest jasny, czytelny choć - podobno w słoneczne dni nic na nim nie widać. W czasie testów słońca było jak na lekarstwo, więc pozostaje mi uwierzyć na słowo.
Za to na słowo nie muszę wierzyć w inną przypadłość ekranu - niesamowicie łapie kurz i brud. Ale to ponoć znak rozpoznawczy wszystkich dotykowych wielkoekranowców.
Płynność pracy ekranu dotykowego pozostawia, niestety, sporo do życzenia. Zdarza mu się reagować skokami i z opóźnieniem. Bez względu na to, czy używamy do pracy teleskopowego rysika, czy osobistego palca. Szczególnie uciążliwe jest to podczas przewijania ekranu.
Podstawowe funkcje do dzwonienia i wysyłania wiadomości Omnia wypełnia należycie. Za krótko miałem telefon w rękach, żeby dać mu solidnie w kość, ale w czasie testów z tym akurat nie miałem żadnych problemów. Konfiguracja sieci WiFi i bluetooth to też sprawa prosta (choć trzeba dodać, że testowany model na dzień dobry wymagał wymiany uszkodzonego oprogramowania do obsługi WiFi, ale może być to przypadek jednostkowy). Szkoda tylko, że w trybie przesyłania przez bluetooth nie ma paska postępu.
Duży plus dla Omni za baterię. Ładuje się błyskawicznie. 2-3 godziny zasilania wystarczają na 4 dni pracy.
Wbudowanego w Omnię GPS nie miałem niestety okazji przetestować.
Multimedia
Samsung zadbał też o to, żeby producenci niezależnych akcesoriów skupili się na innych telefonach. i900 nie ma ani usb, ani jack-a, wszystko opiera się na jednym porcie. Jednoczesne ładowanie telefonu i podłączenie go kablem do komputera odpada. Na słuchanie radia też trzeba poczekać, aż się Omnia łaskawie naładuje i przegra kablem pliki gdzie trzeba. O radio mam zresztą największy żal. Taki multimedialny smok powinien radzić sobie z włączeniem radia bez zestawu słuchawkowego, który robi tu oczywiście za antenę.
Szkoda też, że Omnia nie ma naprawdę cichutkiego - nie mylić z całkowitym wyciszeniem - trybu pracy. Najniższy poziom włączonego dźwięku jest już całkiem donośny. Rodzice będę wiedzieli, o co chodzi.
Spodobał mi się natomiast TouchPlayer. Posłuchałem sobie nieco muzyki i uważam, że tak ilość funkcji, jak jakość odtwarzania na moje potrzeby jest w sam raz. A i interfejs wygląda skromnie, ale po prostu ładnie, tego z resztą całej Omni odmówić nie można.
Dużo zachwytów czytałem wcześniej na temat 5-megapikselowego aparatu fotograficznego. Fakt, opcji i ustawień ma mnóstwo, więc, jeśli ktoś ma smykałkę, będzie mógł sobie poszaleć. Ja, jako wieloletni użytkownik aparatu fotograficznego marki Zenit 11, a następnie wybitny miłośnik zielonego programu w każdym kolejnym aparacie, ustawiłem od razu wszystkie możliwe tryby na automat. I chyba był to błąd, bo akurat moim zdaniem aparat zdjęcia robi fatalne. O jakości cyfrowego zooma przez litość nie wspomnę. Paterze z owocami dobre zdjęcie można zrobić dagerotypem. Kiedy po domu biega żwawy trzylatek, od aparatu z funkcją stabilizacji i wbudowanym fleszem wymagać trzeba dużego refleksu. Omnia go nie ma. Tryb sport prawdopodobnie przewidziano dla szachistów.
Żeby nie być złośliwym, dodam tylko że dziwny komunikat, jaki pojawia się przy próbie włączenia GPS dla aparatu (ciekawa funkcja dodawania do zdjęć współrzędnych geograficznych) jest przetłumaczony niemal idealnie. Wiadomo, o co chodzi.
Nie chcę jednak wyjść na czepialskiego. Podoba mi się tryb pokazu slajdów. Muzyczka, przejścia i ruchomy kard urzekają :-)
Niezawodność
Choć i900 Omnia nie przeszła w moich rękach szkoły życia i nie musiała wykazać się znajomością elektrosurvivalu, to jednak dość wnikliwe przeklikiwanie się przez wszystkie opisane w instrukcji funkcje i własna pomysłowość nie zrobiły jej krzywdy. Nie zawiesiła się ani razu, nie odmówiła posłuszeństwa (choć podobno zdarza się jej to w trybie kamery wideo). Nie licząc opóźnień w reakcji na czuły dotyk, nie mam zastrzeżeń.
Podsumowanie
Omnia na pewno jest ładna. Przed i po włączeniu. Ale to chyba trochę za mało, żeby wpisywać ten telefon na listę życzeń. Zwłaszcza, jeśli miało się go w rękach trochę dłużej, niż podczas prezentacji przez sprzedawcę w sklepie. Wiem, że ideały nie istnieją, ale po odpowiedzi Samsunga na iPhone'a spodziewałem się jednak znacznie więcej.